Grupa celebrytów z nieznanego w social mediach programu Divider Z postanowiłą wynająć willę na Tajskiej wyspie Koh Fungi. Pierwsze dni pobytu w rajskim ośrodku nie zwiastowały dramatycznej sytuacji ktora miała niebawem nastąpić.
Prężenie pośladków na basenie i słit focie na insta, znajdowanie idealnego ujęcia, retusz cellulitu w photoshopie, oczekiwanie na golden hour - to chleb powszedni celebrytów. Nie oszukujmy się - pod pozorem relaksu i luksusowego lajfstajlu kryje się ciężka praca nad dostarczeniem nowego, jakościowego contentu. Konkurencja ze strony AI powoduje że dla zwykłego fana ciężko jest odróżnić prawdziwego celebrytę od sztucznego.
I właśnie w takich okolicznościach, na naszych zapracowanych influencerów, niczym w Księdze Hioba, nadeszła plaga w postaci zapchanych kibli. Każdy, kto bywał w Azji, wie że lepiej nie wrzucać tam papieru sedesu, bo mają tam często cieńkie rurki i maszynkę do mielenia “kontentu”, która może się zaciąć od papieru, husteczek, podpasek itd itp..
Większość ludzi uczy się tego, jak to mówią “the hard way”. I nie inaczej było w tym przypadku. Generalnie atmosfera zrobiła się dosyć gówniana.
Redakcji udało sie porozmawiać z Jesicą Z: “Całe szczęscie że zdjęcia na insta nie przenoszą smrodu.”




